15 Mar

Konstanty Pieńkosz: Przedłużony gest pożegnania

Czesław Miłosz, Wiersze ostatnie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2006, s. 92

Wiersze ostatnie Czesława Miłosza ukazują się – zgodnie z wolą poety – dopiero teraz, gdy upłynęło ponad dwa lata od jego śmierci. Zaledwie część utworów drukowano za życia twórcy, znaczna część ukazała się pośmiertnie w różnych czasopismach i wydaniach książkowych, pozostałe (około połowy) to pierwodruki zebrane w tomie „Wiersze ostatnie”.
Ani tytuł, ani układ zbioru, ani sam zamysł kompozycyjny, ani nawet wybór wariantu tekstu nie są dziełem Miłosza. Wykonali tę pracę z wielką skrupulatnością i pieczołowitością redaktorzy, doskonali znawcy dzieł Miłosza. Jestem przekonany, że sam poeta nie wniósłby żadnych poprawek. Te wiersze Miłosz zdecydował się udostępnić, chociaż wahał się nad ich ostatecznym kształtem. Jeżeli porównamy „Wiersze ostatnie” z utworami z „Drugiej przestrzeni”, dostrzeżemy wiele zbieżności strukturalnych, wersyfikacyjnych, składniowych, intonacyjnych itp. Nie ulega wątpliwości: ustalający kształt ostateczny doskonale wczuli się w dykcję późnego Miłosza, zebrali to, czego nie mogła utrwalić słabnąca dłoń poety.
Te teksty nie do końca zapisane, niektóre tylko podyktowane zdają się wybrzmiewać jakimś szczególnym tonem. Wiemy: powstawały w ostatnich kilkunastu miesiącach życia Miłosza, człowieka dotkniętego wielorakim cierpieniem: śmiercią bliskich, ograniczeniem wzroku, chorobą, samotnością.
Nadużywamy często epitetu „szczególny”, ale w przypadku „Wierszy ostatnich” jest on w pełni odpowiedni. Szczególna jest perspektywa, wobec której słyszymy głos poety. To na pewno perspektywa pożegnania. Ale zarazem jest to w tonie Miłosza dramatyzm walki świadomości mężnej i poszukującej prawdy ze słabością ciała gasnącego. Świadomość nie zmącona, oczyszczona z tego co nieważne, zmaga się z formą, z kształtem słownym, jedynym i definitywnym. Ślad tego zmagania jest widoczny już od kilku zbiorów wcześniejszych. To eliptyczność frazy, albo przeciwnie korzystanie z fraz nie poetyckich sprozaizowanych, traktatowych, niedokończonych, otwartych. W tym sensie „Wiersze ostatnie” nie wnoszą nowego tonu emocjonalnego, niczego nie otwierają, ani nie zamykają, są przedłużonym gestem pożegnania ze światem. I są spowiedzią z pragnień, niespełnień, wspomnień. Pamięć Miłosza chciałaby utrwalić każde istnienie, jest nadal nienasycona przeżytym i doznanym bogactwem bytu. Słyszymy tę nutę w utworach paraautobiograficznych, w których zmartwychwstają z prochu dawno pożegnani i zapomniani. Jest wreszcie w niektórych wierszach zapisana świadomość „spotworniałego ego”, która dla Miłosza twórczość artystyczną czyni „turniejem garbusów”. Piszący wiersze popada w manichejskie rozdarcie. Mówił o tym ostatnio w przypisie do autobiograficznego poematu „Czeladnik” z tomu „Druga przestrzeń”: „ Z jednej strony jest to (twórczość) czynność najzupełniej bezinteresowna i nawet altruistyczna, polegająca na oderwaniu się od siebie, z drugiej strony jest to nasycanie egoistycznej ambicji.”
Ten bardzo stary trop, obecny już w przedwojennych wierszach, powraca jako dominanta myślenia o sztuce i życiu. Może teraz u dziewięćdziesięcioletniego poety w wersji złagodzonej zmierzającej do usunięcia kolizji:

Odczuwam litość i razem obawę,
Że może jestem taki sam jak oni,
Że udawałem dąb, a byłem próchno.
Jaka mizeria. Ale wybaczona.
Bo starali się zostać większymi od siebie,
Na próżno tęskniąc do miary proroków.
(Dziewięćdziesięcioletni poeta podpisuje swoje książki)

Z okresu pisania „Wierszy ostatnich” pochodzi też wypowiedź Miłosza przeciwstawiająca sztukę zwykłej dobroci: „Nie mam o niej (literaturze) dobrego zdania. Uważam, że zwykła dobroć jest więcej warta.” I w stronę tego Dobra Najwyższego zmierzają wiersze religijne:

Uświęca Twoje imię człowiek dobry,
Uświęca Twoje imię pożądający Ciebie.
(Sanctificetur)

Są one wchodzeniem w „drugą przestrzeń”, gdzie „czas przeszły, czas teraźniejszy łączyły się w jeden niby – czas”. O zbawieniu można mówić teraz jako o pozbawieniu wszystkiego, co jest doczesną marnością:

Zbawiony dóbr i honorów
Zbawiony szczęścia i troski,
Zbawiony życia i trwania,
Zbawiony.
(O zbawieniu)

Wydaje się, że właśnie do takiej afirmacji miały doprowadzić poetę wiersze gorsze od zwykłej dobroci.