30 Sie

Magdalena Wojak: Przez dziurkę od klucza

Leszek Szaruga, Kanibale lubią ludzi. Wydawnictwo Forma, Szczecin-Bezrzecze 2012.

„Tyle na raz świata ze wszystkich stron świata” – mógłby powtórzyć za Szymborską chyba każdy przytłoczony nadmiarem obrazów, słów, znaków, wydarzeń osaczających, wymagających lub po prostu – męczących. Naturalną formą obrony jest desperacka ucieczka w „formę bardziej pojemną”, próba „upakowania” znaczeń by zyskać choć odrobinę więcej mentalnej przestrzeni. Pracy wyobraźni musi niewątpliwie towarzyszyć skupienie, by zdołać odróżnić ziarno słowa od jego plew; by usłyszeć i wypowiedzieć to, co istotne. Taki trud podjął Leszek Szaruga, tworząc zbiór aforyzmów.

Forma sentencji tylko pozornie jest anachroniczna. W dobie wszechogarniającego pośpiechu i coraz bardziej doświadczalnego chaosu – wydaje się rodzajem „esemesa” mędrca, który wie, że inaczej jego słowo utraci swoją moc. Wyobrażam sobie, że aby aforyzm powstał, potrzebne jest doświadczenie samotności, ciszy i ciemności oraz spoglądanie na fragment rzeczywistości przez małą dziurkę. Taka perspektywa pozwala patrzeć uważnie i pojedynczo. Aby tego zaznać, Szaruga musiał spojrzeć na swój świat z perspektywy wyspy, by przewrotnie zatytułować swój zbiór Kanibale lubią ludzi.

Zobaczył świat rozbity na tysiące kawałków, które mogą człowieka zranić – pełen pogardy, fałszu i przemocy („Władza wychodzi na ludzi. Z czołgami”). Człowiek – wychodźca z raju – jest otoczony przez czyhających na niego katów, polityków, władców bez wyobraźni i pisarzy-analfabetów, którzy w dobie „postidiotyzmu” uchodzą za geniuszy. Szaruga sarkastycznie zauważa, że naga prawda bywa źródłem zgorszenia i jej wyznawca „siedzi za rozpowszechnianie pornografii”, a znają ją tylko polegli w wojnach religijnych. To świat, w którym „trzeba być chorym, by mieć zdrowe poglądy”, a krzyk sumienia zakłócany jest brawami. Historia – ocenzurowany rękopis Pana Boga w epoce „zmiany życiorysów” jest wyłącznie dziełem historyków.

Refleksja Szarugi krąży wokół kilku filarów: człowieka, który by siebie zrozumieć potrzebuje tłumacza; słowa, które przestało odpowiadać swemu znaczeniu; wolności, która wydaje się niemożliwa. Poeta broni pojedynczego słabego człowieka przed nacjonalistami, nieludzkimi wyznawcami wielkich idei, karierowiczami i konformistami. Aby jego głos był bardziej słyszalny – mówi wieloma językami.

Raz jest mędrcem-przewodnikiem, który formułuje swoje myśli w formie dekalogu: „Nie żyj na brudno!”, „Nie rzucaj we wroga kamieniem filozoficznym!”, „Nie dochodź do siebie na skróty. Pozbawisz się biografii”. Aby dodać sobie powagi – korzysta z aluzji biblijnych i odwołuje się do Boga: „I akuszerka mówi: Ecce homo, po czym umywa ręce”, „A może Dzieło Stworzenia to plagiat?” Czasem staje się bliski człowiekowi, powierzając mu swoje lęki: „Boję się nacjonalistów, którzy chcą poszerzać swoje horyzonty”, „Boję się żywych świętych. Ich wiara jest nieludzka.” Niejednokrotnie bawi się słowem, posługuje się ironią, żartem, kalamburem: „Wisielcy wahają się poniewczasie”, „Człowiek z żelaza w końcu idzie na złom”, „Przegiął pałę. Stworzył bumerang”, „I wśród kanibali są wegetarianie – żywią się mową-trawą”. Czasem pyta bezradnie: „Może stworzenie świata było mniejszym złem?”, „Ilu indywidualistów tworzy stado?”

Obmyślając świat „wydanie drugie poprawione”, Szaruga próbuje zdefiniować na nowo podstawowe pojęcia: „Człowiek – wyrok w procesie ewolucji”, „Punkt widzenia – to, co zostaje po zawężeniu horyzontów”, „Cud – obejść się bez cudów”, „Dogmaty wiary – wyrok na Boga”, „Nowa klasyfikacja twórców – podział na tych, co swe dzieła wysiedzieli i tych, którzy je musieli odsiedzieć”. Niektóre aforyzmy to mini narracje: „Ścinał głowy z rozmachem. Świst miecza umilał ostatnie chwile skazańca”.

I choć autor sam wyznaje prowokacyjnie, że aforyzmy są zbyt krótkie, by się długo nad nimi zastanawiać, to wie przecież że to „skróty Księgi”, esencja tego, co najważniejsze.

Właściwie, to cały tomik Szarugi nie jest zbiorem przypadkowych aforyzmów istniejących samodzielnie. To spójna myślowo księga, w której nie ma zbędnego słowa. To ważny głos na temat szeroko rozumianej historii najnowszej, opowieść o człowieku zmuszonego przez los do życia wśród kanibali.(człowieka, który marzy: „Ach, być daniem głównym na uczcie kanibali!”)

Wierny spadkobierca Stanisława Jerzego Leca oraz kontynuator tradycji literatury niemieckojęzycznej (od Christophera Lichtenberga, przez Karla Krausa do Gabriela Lauba) swoimi aforyzmami otwiera wiele zamkniętych drzwi (zwłaszcza tych najszczelniej zamkniętych – w ludzkich umysłach). Bowiem „nie wystarczy znać klucz do zrozumienia świata. Trzeba wiedzieć gdzie jest dziurka.” I Szaruga nie tylko wie, ale bardzo precyzyjnie ją wskazuje.