07 Lip

Przypadki kucharza kosmopolity. Z Robertem Makłowiczem rozmawia Bartosz Marzec

– Uważa się pan za monarchistę. Czy na te przekonania wpływ miała lektura książek jednego z pana ulubionych pisarzy – Josepha Rotha?
– Z twórczością Rotha, który faktycznie należy do najbardziej cenionych przeze mnie prozaików, zetknąłem się w czasie, gdy moje poglądy uległy skrystalizowaniu. Uważałem już wtedy – i cały czas to podtrzymuję – że nasza natura jest ułomna, co nieraz objawia się w wyniku demokratycznego głosowania. Dlatego właśnie potrzeba kogoś, kto stoi ponad powszechnym prawem wyborczym. Krótko mówiąc, monarchia to antidotum na ludzką głupotę.
Wracając jednak do Rotha – jego literaturę przepełnia tęsknota nie za monarchią jako taką, lecz za pewnego rodzaju uniwersum, za światem, w którym mogą obok siebie żyć różne narody wyznające różne religie. Najlepiej oddaje to porte-parole Rotha – Ludwik Hieronim hrabia Morstin, bohater opowiadania Popiersie cesarza. Powiada on otóż: „Moja stara ojczyzna, Monarchia, była domem o wielu drzwiach i wielu komnatach dla różnego rodzaju ludzi. I oto dom ten podzielono i zniszczono. Nie ma w nim już nic do szukania. Nawykłem żyć w domu, a nie w kabinach”. Nie potrafiłbym wyrazić tego lepiej. Pamiętajmy też, że Roth dość precyzyjnie przewidział, co zdarzy się z Europą po rozpadzie państwa Habsburgów. Obecnie żyjemy w czasach, które nieco przypominają tamtą sytuację. Pewien ład polityczny dobiegł końca i wciąż nie wiemy, co nastąpi dalej. Proroctwo Rotha  dotyczące możliwych konsekwencji flirtu z nacjonalizmem powinno być poważnie brane pod uwagę.

– W książce Café Museum napisał pan: „Właściwie mogę być i Polakiem, i Węgrem,  i Chorwatem, i galicyjskim Żydem, i siedmiogrodzkim Sasem albo Szwabem, mogę być Czechem i Rusinem, Bojkiem, Hucułem, Łemkiem też, choć nie znoszę wódki z eterem – mogę być kilkoma z nich naraz, lecz nigdy jednym z osobna”. Czy takie nastawienie to dziedzictwo wieloetnicznej Rzeczypospolitej czy raczej monarchii Habsburgów?
– Zacznijmy od tego, że za te słowa – stanowiące trawestację myśli Béli Hamvasa z jego słynnej książki Filozofia wina – nacjonaliści wylali na mnie wielki kubeł pomyj. Stanisław Michalkiewicz, piewca etnicznej czystości, podsumował moją osobę następująco: „skundlony kucharz – kosmopolita”. Obelgi z tej akurat strony przyjmuję jednak ze spokojem i pogodną twarzą. Co się zaś dziedzictwa tyczy – uważam się zarówno za spadkobiercę Rzeczypospolitej, której Korona stanowiła przecież jedynie część, jak i wieloetnicznej monarchii Habsburgów. W końcu komu – poza panem Michalkiewiczem
– może to przeszkadzać?
(…)

Cały wywiad do poczytania w wersji papierowej „Wyspy” – do kupienia w Empikach i w sklepie rynek-ksiazki.pl