20 Mar

Małgorzata Karolina Piekarska: Każdy ma swoje zaczarowane miasto

Zaczarowane Miasto. Obrazy, słowa, muzyka / Die Verzauberte Stadt. Bilder, worte, musik, opracowali Andrzej Samborski, Julia Pechstein, Sławomir Łosowski według pomysłu Marii Konkol i Katarzyny Krenz, seria poetycka „Mare Poetarum” Biblioteki Miejskiej w Łebie

Nie pamiętam, czy kiedykolwiek trafiła w moje ręce bardziej europejska, a raczej unijna, a może nawet kosmopolityczna książka. Bardziej unijny jest już chyba tylko sam traktat, nad którym dyskutują politycy. Ta najbardziej uniwersalna, kosmopolityczna publikacja to „Zaczarowane miasto”. Pewnie twórcy nawet nie myśleli, że ktoś tak to odbierze. Ja też, sięgając po nią, nawet o tym nie myślałam. Nie myślałam ani o Unii, ani o Zjednoczonej Europie, ani o świecie. Myślałam, że poczytam wiersze, obejrzę obrazki i włączę płytę i pewnie w jakiś świat się przeniosę, ale nie przypuszczałam, że w tak szeroki. Cóż więc się nagle stało, że tak piszę? Nic tak nie jednoczy ludzi jak sztuka. Gdy przed laty, jako tłumacz, pomagałam w tworzeniu wystawy „Translation” w Zamku Ujazdowskim, czułam, że to, co jest niezwykle międzynarodowe, to właśnie owa sztuka. Zwłaszcza gdy mówi o rzeczach uniwersalnych. O pięknie, o przyrodzie, o szukaniu akceptacji. Nic tak jak sztuka nie łagodzi obyczajów. Czyż to nie sztuka, a konkretnie nie muzyka, uratowała życie Władysławowi Szpilmanowi? Ludzie kultury i sztuki zawsze dogadają się między sobą. Jakby łączyła ich niewidzialna, niczym babie lato, nitka porozumienia.
Tu też jednoczą się, skupieni na kilkudziesięciu kartkach, rożni autorzy. Co ich jednoczy? – zaczarowane miasto. Tym zaczarowanym miastem jest Łeba. W tym przypadku historia Łeby opowiedziana jest przez słowa – ich początek to kaszubskie „Ojcze nasz”, ale nie tylko. Opowiadają ją także obrazy Maxa Pechsteina, niemieckiego malarza, który ukochał pojezierze słowińskie i Rowy, ale i Łebę. To on w 1945 roku dla Łeby namalował obraz Madonny, tak nietypowy dla siebie. On, ewangelik, maluje matkę Bożą katolikom. Przecież u luteran nie ma kultu maryjnego. A jednak! Pechstein zrozumiał potrzebę nowych mieszkańców Łeby, którym opieka madonny była potrzebna jak chleb i namalował ją najlepiej jak potrafił. Do dyspozycji miał wprawdzie tylko farby do konserwacji kutrów i prześcieradło, czyli płótno bynajmniej nie malarskie.
Całości dopełnia muzyka Sławomira Łosowskiego – niegdyś lidera grupy Kombi – która w zadziwiający sposób współgra z obrazami i wierszami poetów. Są tu wiersze, które przenoszą nas z Łeby do innych miast. Niemniej zaczarowanych. Cóż się okazuje? Każdy ma swoje zaczarowane miasto. Łeba jest tu tylko takim symbolem. Jako nadmorska miejscowość, z której kurty, statki i jachty dalekomorskie wyruszają w świat. Wyruszają do innych miast i portów. Każde z tych miast dla kogoś może być magiczne i zaczarowane. W magicznym mieście Łeba możemy wdrapać się na latarnię morską Ernesta Brylla, a potem wyruszyć do Izraela wraz z… Zygmuntem Franklem, by tak jak Andrzej Samborski zastanowić się, czy bliżej nam do Odyseusza, czy Kolumba. Zanurzamy się w wierszach Krzysztofa Niespodziańskiego, by wraz z nim, tak jak zrobił to Kaspar David Friedrich, malując słynnego „Mnicha nad brzegiem morza”, dojść do wniosku, że człowiek jest ziarnkiem piasku wobec ogromu Boga, a swój ogrom Bóg najlepiej wyraził w naturze, którą obdarował tak wielką mocą. Z magicznego miasta Łeba możemy też wyruszyć wraz z Katarzyną Krenz do nie tak odległego Gdańska i do raczej odległej Toskanii. I wrócić znów do Łeby. Jakby była początkiem i końcem świata. Ale cóż… Łeba to symbol. Każdy ma swoją Łebę. Każdy szuka swojej Łeby. Ta książka może pomóc tym, którzy jeszcze jej nie odnaleźli. Bez względu na to, w której części świata mieszkają.