24 Sie

Jerzy Górzański: Szablon w dłoń!

Ostatnio karierę robi szablon językowy, często powtarzany i często pisany, dotyczący pękania – ktoś nie pęka albo coś nie pęka. Nie pęka, czyli jest odważny, a może nawet pewny siebie. Niczego się nie boi i nikt mu nie podskoczy. W witrynie sklepu z kosmetykami przeczytałem napis: „Lakier pękający w sprzedaży”. To znaczy, że ten lakier nie musi pękać, bo właśnie pęka. Chociaż wolę lakier, który nie pęka. Lakier niepękający organicznie jest mi o wiele bliższy.

W gazecie sportowej – tego samego dnia – przeczytałem tytuł „Polki nie pękają”. Chodziło o polskie siatkarki przygotowujące się do meczu ćwierćfinałowego z Serbkami podczas mistrzostw Europy. Lakier na ich paznokciach może pękać do woli, ale nasze dziewczyny nie pękną ani na chwilę. Niestety pękły – Serbki gładko je ograły. Następnego dnia przeczytałem w poważnej gazecie nagłówek: „Nie da się dokładnie zważyć mózgu księgowego”. Sam nagłówek – daleki od szablonu językowego – wydaje się słuszny. Mózg pracownika finansowego to nie kiełbasa, nie da się go podzielić na pęta, zważyć i zawinąć w folię.

W tej samej gazecie inny nagłówek: „Zmieni się status obcych rur na gruncie”. To bardzo optymistyczna wiadomość, zwłaszcza, że „będzie można ustanowić służebność przesyłu torowisk”. Jednak najbardziej ucieszyło mnie postanowienie dotyczące prawa konsumenckiego, mówiące, że „oddalenie pozwu o stwierdzenie abuzywności wzorca umowy nie wyłącza kolejnej sprawy z identycznym żądaniem”. Buzuje we mnie ta abuzywność.

Występujący w programie telewizyjnym starszy pan (pochodzenia zagranicznego), wyraźnie zasmucony, powiedział, ujmując kwestię globalnie, że żyjemy w „dyktaturze szablonów myślowych”. Jako mniej więcej rówieśnik tego starszego pana (bodajże angielskiego pochodzenia) też się zasmuciłem, ponieważ nie lubię żadnych szablonów, a zwłaszcza dyktatur. Szablonowa dyktatura umysłowa (czy ideologiczna) nie znajduje u mnie zrozumienia, a nawet się spotyka z jednoznacznym potępieniem.

W artykule zamieszczonym w „Forum” przeczytałem, że w 1925 roku pewien adwokat napisał do Adolfa Hitlera (Adolf H. dopiero szykował się do objęcia władzy w Niemczech i do skoku na kasę): „Jako wykonawca testamentu zmarłej pani Margarete Meindl, wdowy po dyrektorze, mam zaszczyt powiadomić Pana, że nieboszczka, która była wielką zwolenniczką Pańskich dążeń, przed śmiercią wyraziła życzenie, aby przekazać Panu w spadku wielką palmę, jaka stoi w jej mieszkaniu”. Odpowiedział na ten list kumpel partyjny Adolfa H.,  Rudolf Hess: „Pan Hitler chętnie przyjmie palmę. Czekam na wiadomość, kiedy można ją odebrać”.

To wymowny przykład, jak działa szablonowa    dyktatura ideologiczna. Bo przecież mógł Adolf H. za pośrednictwem swojego parteigenosse Rudolfa H. grzecznie podziękować – przywódca ma uczulenie na palmy – i zasugerować, że wódz najchętniej przyjąłby coś z garderoby po zmarłym mężu dyrektorze  pani Meindl. Tylko że wtedy mielibyśmy do czynienia z nieszablonową dyktaturą umysłową.

Trafiają się – na szczęście! – nieszablonowe zdarzenia związane z literaturą. Jadąc metrem, byłem świadkiem niezwykłego wydarzenia. Naprzeciw mnie siedziały cztery panie w różnym wieku, ignorując moje seksistowskie spojrzenia. Pogrążone w lekturze tworzyły barwny przegląd gustów czytelniczych. Jedna z napiętą uwagą wczytywała się w Upadek Alberta Camusa. Druga, wyraźnie uradowana, zaczytywała się Miłosnymi przysięgami Nory Roberts. Trzecia, lekko przestraszona, ale i zaciekawiona, pochłaniała Wrzask i wściekłość Williama Faulknera. Czwarta natomiast, bez specjalnego entuzjazmu, pochylała się nad „Hemoroidami Napoleona” Phila Masona. Niezwykłe wydarzenie w metrze miało swoje zaskakujące zakończenie. Na stacji Wilanowska panie, jak jeden mąż, wysiadły z pociągu. Pomyślałem, że z tym dzisiejszym czytelnictwem nie jest tak źle. Chociaż odniosłem wrażenie, kiedy pociąg ruszył, że pozostali pasażerowie jak gdyby odetchnęli z ulgą.