15 Cze

Jerzy Górzański: Jak przylecą osy, to się poluźni

Czy podział na dialogi zmyślone i prawdziwe da się utrzymać? Dla mnie, na przykład, dialog zmyślony nie różni się specjalnie od prawdziwego, ponieważ wiem, że dialog zmyślony musi brzmieć tak jak prawdziwy. O sile dialogu decyduje sposób, w jaki ów dialog budujemy. Ale tego sposobu nie można przekazać innym, stanowi on bowiem tajemnicę piszącego, czy też bywa jego naturalną potrzebą dialogu, którego nie sposób podrobić.
No i ważne są okoliczności, sytuacje, zdarzenia..
Weźmy kalendarzowy tytuł: „Nocne koszmary pawiana”.
O co chodzi?
Chodzi o to, że:
„Nie tylko człowieka dręczą nocne koszmary, meczące, nieprzespane noce. Dla pawiana noc jest porą, w której często bywa pożerany. Pod osłoną nocy do stada podpełza pyton, podkrada się lampart, straszy ogromna biała sowa. Pawiany więc zasypiają bardzo późno, wiercą się niespokojnie. Strach sprawia, że byle co je budzi. Podnoszą wtedy krzyk, jakby ukazał im się duch”.
Duch się rzeczywiście ukazuje (czyli ja we własnej osobie) i powiada:
– Skrzywdziłeś niewinną osobę nieodpowiedzialnym wybrykiem, gamoniu.
Pawian na to:
– O kogo chodzi?
Duch (czyli ja):
– O mnie.
Pawian:
– Pierwszy raz cię widzę.
Duch (czyli ja):
– Górzańskiego nie poznajesz? Wszyscy go znają.
Pawian:
– Jeżeli wszyscy znają, to i ja muszę znać.
Duch (czyli ja):
– Ty, pawian, doniosłeś na mnie do makaków.
Pawian:
– Chyba jednak pierwszy raz cię widzę.
To jest dialog zmyślony i na dodatek nieprawdziwy – przecież pawiany nie mówią ludzkim głosem.
A teraz będzie dialog prawdziwy kogoś ludzkiego, kto mówi ludzkim głosem, z kimś, kto posługuje się ludzkim językiem.
W sklepiku z pieczywem przy metrze – starsza kobieta do właścicielki:
– Wczoraj byłam tak głodna, że wszystko obciągłam.
– Co też pani… Wszystko? Ja bym nie mogła bez popitki.
Mnie jednak zaniepokoiła ta końcówka: „Wszystko obciągłam”.
A w innym sklepie, z pieczywem i ciastkami, jakiś wielogłos skłębiony, że nie wiadomo, co zmyślone, a co prawdziwe.
– Czy jest chleb Alaska?
– Skończył się. Ale może być syberyjski.
– To nie to. Ja się do Alaski przyzwyczaiłem.
– Weź pan syberyjski. Zawsze to bliżej.
– Słowiański jest bliższy. Syberyjski dalszy.
– Ja tam biorę Sorrento. Zawsze ciepły.
– Byłem w Sorrento.
– I co tam takiego?
– Nuda.
Zaśmiałem się, a potem posmutniałem, bo przypomniały mi się słowa Spinozy:
– Ten, kto się śmieje ostatni, przeważnie nie ma jednego zęba na przedzie.
A jak ktoś nie ma przeważnie ani jednego zęba na przedzie, to od razu zostaje Spinozą? – zapytałem sam siebie w myślach.
– Co dołożyć do kajzerek? – spytała młoda sprzedawczyni.
– Rogal à la toffi. Straszny dziś ścisk u pani.
– Jak przylecą osy, to się poluźni – odparła z całą powagą.