23 sie

Mirosław Bańko: Parasol i parapluj

„Noś parasol przy pogodzie” – mówi przysłowie. Ma rację. Nie w tym sensie, że należy „chuchać na zimne” i „przezorny zawsze ubezpieczony”, ale w czysto etymologicznym.
Parasol bowiem – po francusku, z którego to języka wzięliśmy nasze słowo – chroni tylko od słońca. Od deszczu Francuzi mają parapluie, co nasi przodkowie spolszczyli jako parapluj. Purystycznie nastawiony autor hasła w tzw. słowniku wileńskim (1861) notuje: „Parasol chroniący od słońca tłómaczy się na polskie Ciennikiem. Parapluj, parasol, co chroni nas od deszczu, nazywa się niekiedy Oddeszcznikiem; jest to lepsze miano niż Deszczochron”. Read More →

23 sie

Piotr Wojciechowski: Amir i ludzie tragiczni

Amir ma 17 lat i czuje się mężczyzną. Jest wyznawcą Islamu, szyitą. Pochodzi z dużej patriarchalnej rodziny mieszkającej od pokoleń w Isfahanie, starym i pięknym mieście. Perskim – czyli irańskim. Ojciec Amira ma warsztat, reperuje samochody, także rowery, duży zarobek przynosi mu handel rowerami.
Teraz Amir wędruje swoją miniaturową trójkołową ciężarówką przez okolicę słonych jezior na pograniczu Iranu i Iraku. Wiezie do Palestyny dwoje młodych Polaków, rodzeństwo, piętnastoletniego brata i trzynastoletnią siostrę. Read More →

23 sie

Karol Maliszewski: Druga strona

Mam drugą stronę zeszytu. Parę kartek. Tam można odetchnąć, przecież nikt nie zajrzy. I trzeba maczkiem rzucać tak, żeby trafić. Nie w sedno, bo coś takiego nie istnieje. Cały czas krąży się wokół niego. To jest idea, która napędza czy uzasadnia dreptanie myśli, natomiast sedno samo w sobie nie występuje. Jest w czymś po trochę. Rozsypane sedno. I tak jest dobrze. W przejściu minąłem Zbigniewa Macheja. Obejrzał się, skinął głową. Read More →

23 sie

Rafał Wojasiński: Stanisław Baj. Obcowanie

Sens
Przez otwarte drzwi wchodziło światło i padało na stolik w kawiarni Piotruś przy Nowym Świecie w Warszawie. Pamiętam, że Baj mówił do mnie, bo zadałem mu wcześniej pytanie. Bronił sensu, sensu przypadku, który niezbędny jest do tego, żeby przypadku nie było. Ja broniłem w myślach braku sensu, bez którego nie da się szczerze użyć słowa Bóg. Jeśli istniał sens wtedy i w każdej sekundzie istnienia świata, to był w tym, że drzwi do kawiarni zostały otworzone, stół stał zastawiony filiżankami, a nasze ręce, części dwóch żywych i prawdziwych ludzi, leżały na stole. Read More →

23 sie

Świat jest w sprincie

Z Ryszardem Turczynem – tłumaczem i współautorem słowników o ewolucji języka, internecie i książkach rozmawia Katarzyna Wójcik.

KW: Znajomość użycia języka ludzie często wynoszą z książek. Jaka jest jego jakość? Czy można na nim polegać?
RT: Jeśli idzie o przekład literacki, bo o tym czuję się w prawie mówić, to każda książka jest produktem wspólnym – odpowiadają za nią autor i tłumacz. Bardzo ważny jest też redaktor, zwłaszcza dobry redaktor, bo niekiedy to on „robi” książkę. Dzisiaj wydawnictwa trochę o to nie dbają. A są jeszcze redaktorzy – a raczej głównie panie redaktorki – którzy pracowali w Czytelniku, w PIW-ie, Iskrach, w renomowanych wydawnictwach. Robią to od czterdziestu lat i oni jedyni tak naprawdę wiedzą od podstaw, jak taka redaktorska praca powinna wyglądać. Oczywiście nie do wszystkiego się nadają, bo pełna współczesność często jest już poza nimi. Sam miałem taką przygodę, w zamierzchłych już czasach, kiedy to redaktorzy byli jeszcze panami życia i śmierci jeśli idzie o ostateczną wersję tekstu. Read More →

23 sie

Adrian Sinkowski: Gandhi

Przeniosłem krzesło na półpiętro i postawiłem na środku, tak aby mężczyzna, tym razem wychodząc na papierosa, zdziwił się i stracił trochę czasu. Albo, pomyślałem, zacznie go szukać po piętrach – wtedy będę miał dość czasu, aby zorientować się, że drzwi są uchylone, bo po prostu poczuję wydobywający się zza nich dym. Albo poszuka następnego – wtedy z krzesłem pod pachą na pewno rzuci się wszystkim w oczy. Za próbą namierzenia go nie stało nic wielkiego: chęć wytłumaczenia, w gorszym razie kłótnia o to, że oddział, z wyjściem ewakuacyjnym zamienionym w palarnię, nie jest miejscem, które daje nadzieję na życie. Dlaczego więc ktoś je sobie skracał? Read More →

23 sie

Czy jest dzisiaj możliwa poezja metafizyczna?

O tomiku Raptularz Adriana Sinkowskiego dyskutują: Dariusz Karłowicz („Teologia  Polityczna”), Justyna Sobolewska („Polityka”), Jerzy Sosnowski (pisarz), prowadzenie: Tomasz Rowiński („Christianitas”).

Jerzy Sosnowski: Lubię tomiki, które nie są zbiorem wierszy, lecz całością, książką od początku do końca. Istnieje kilka słów, uderzająco powtarzających się w tych wierszach, i są one jednym z elementów, które dają poczucie, że w Raptularzu obcuje się z całością. Są to, rzecz jasna, wiatr, światło i woda, czasem pod przebraniem błota bądź śniegu. Elementy te łatwo powiązać ze śmiercią i przemijaniem: woda sprawia, że toniemy; w błocie toniemy z całą pewnością; śnieg roztapia się i pokazuje, co kiedyś utonęło pod jego powierzchnią. Czy nie są to znaki umierania? Zarówno ludzi, jak i rzeczy. Pomiędzy nimi pojawia się wiatr, który jest symbolem przemijania po prostu. Przypomnę, w Księdze Koheleta, mojej ulubionej księdze, znane nam „Marność nad marnościami i wszystko marność” w hebrajskim oryginale nawiązuje do wiatru, Francuzi przetłumaczyli to: „Dym dymów i wszystko dym”, na marginesie – którego to dymu w Raptularzu nie brakuje. A zatem z jednej strony koheletyczna świadomość, z drugiej strony światło, które jest często światłem żarówki, słońca, odbitym światłem w szybie, przez to nagromadzenie odsyłającym – a może przywołującym w wyobraźni czytelnika – światło niestworzone, a stwarzające. Read More →