20 Mar

Julia Fiedorczuk: Dobranoc

bo gęstnieją dźwięki.
soczyste szepty w liściach szczupłych brzóz.
ciemne się zbiera w zagłębieniach ciała,
nas porasta,

nam odejmuje słowa ku uciesze dłoni.
bo żywe tłoczy się w parterze i węszy.
głodne.
czas małych myśliwych o porożach w kształcie gałęzi. Read More

20 Mar

Julia Fiedorczuk: Kompost

Te maleństwa, które jedzą ciała liści na podłodze lasu.
Rozcieram w palcach zimną grudkę ziemi,
proch wypełnia poziomice egzotycznej mapy.

W moich tętnicach koncert obcej muzyki,
szum krwi i życia, które mnie chwilowo gości jak rzeka
przypadkowy liść:
wyboista podróż w dół błyszczących wodospadów z widokiem na niebo. Read More

20 Mar

Tadeusz Sobolewski: Miron aktor

Tydzień temu, w sobotę wieczorem miałem się stawić pod wyznaczonym adresem: Grochowska 301. Fabryka Perun. Nie wiem, co wytwarzająca, czy w ogóle jeszcze czynna. Było zimno. Za bramą majaczył  kształt starego fabrycznego budynku. Wszystko jak wymarłe, tylko światełko paliło się na portierni. A tam kartka:  ”Białoszewski. Magazyn wyrobów gotowych. Szary budynek w lewo, na samą górę. ” Wchodzę w półotwarte drzwi, jak od magazynu i znajduję się w ciasnej, bardzo wysokiej klatce schodowej. Żelazne schody, żelazne balustrady. Do nich na każdym piętrze przytroczone górskie rowery. Ukazuje się młody człowiek z dredami. Pytam: Białoszewski? Jeszcze wyżej!   Read More

20 Mar

Małgorzata Strękowska-Zaremba: Skojarzenia

Adam:

To była jeszcze jedna wkurzająca reklama. Pora tylko jakaś nieokreślona. Sztuczne zęby zawsze szły w porze obiadu, pampersy w porze piwa popołudniowego, a podpaski w porze oddawania moczu po piwie. A ta zjawiła się wbrew życiowym przyzwyczajeniom.
Akurat rozcierałem łydkę, bo mi ścierpła, patrzę, a tam rakieta startuje. Myślę, kanał przeskoczył, a ja scence fiction nie lubię. No to prztyk. Prztyk i prztyk, i nic ciekawego. Wróciłem. Znów rakieta, a w okienku twarz. Ale twarz jakby z mojego koszmaru. Mojego własnego, nie tam wymyślonego. Żadna iluzja. Ale nic nie rozumiem, więc patrzę. A tu już tylko słychać radosny głos przetłoczony przez sztuczny uśmiech: Read More

20 Mar

Czesław Markiewicz: Kolej transeuropejska (Na zachód od Edenu)

Mężczyzna w średnim wieku dojeżdża.
Z przemijania zapamiętuje miejscowość Buk
(zastanawia się nad gramatycznością „o” z krzyżykiem i zanikiem
dźwięczności „g” na końcu). Utknął w przedziale bez Boga –
dla niepalących. Bardziej niż dym, drażni go dosłowność
ikonografii zakazów. Myśli – jak narysować nie cudzołóż?
(przekreślona czerwoną kreską czarna wagina?). Inny, młody mężczyzna, pali
między przedziałami. Jak jest potrzeba, nie ma pożałuj – mówi. Read More

20 Mar

Czesław Markiewicz: Stacja Hospicjum

Miasto złożyło się z często używanych części mowy: po – z – nań.
Potem głos: kobieta cała w megafonach, że główny. Wysiadam.
Śmiertelną nudę zabijam drylowaniem wierszy nietutejszej Tomaszewskiej.
Zamiast pestek wypadają pomarańcze. Zmartwychwstaję w Café „Voyage”.
Ontologizuje mnie promocja espresso afogato. Słodki smak przemijania.
Na znak protestu zjadam śródziemnomorskie é. Uszy odcina od ciszy dyskrecja
śniadego głosu Erykah Badu. Wtór sandwiczy zmasakrowanych celofanem. Read More