10 lip

Jacek Dehnel: Wątpia

Jak gładka jest noc, popatrz: to ciemny futerał
dla altówki z Cremony, którą się zabiera
na koncerty ze skrytki bankowej i niesie
jak szklane jajo smoka w czarnoksięskim lesie,
pamiętając o wszelkich ryzykach: przeciągach,
atakach terrorystów, strzygach, zbójach, bombach. Read More

10 lip

Jacek Dehnel: Skejci przed Saint-Denis

Tyle kamieni, by wierzyli święcie,
że wylądują w niebiańskim urzędzie,
przyniosą kwitek, wypełnią rubryczki,
dobędą z sejfu chrząstki i paliczki.
Tyle wysiłków, żeby uważali,
że po seansie ktoś światła zapali,
wyjdą, wyrzucą pognieciony bilet,
po czym spożyją mizerię i filet. Read More

10 lip

Jacek Dehnel: Windsent van Gogh, Arles, oczy szeroko otwarte

Perspektywa się zwęża i łypie spomiędzy
rudawego stolika i oranżu krzesła,
wabi; ściąga niteczki i nie może przestać;
on – jest tylko paździerzem w niewidzialnej przędzy.
Okno. I wiatr za oknem. Otwiera szeroko,
kule światła się toczą ponad widnokręgiem,
a w nim coś się napręża jak gałąź, nim pęknie:
To mistral – chce powiedzieć. Lecz mówi: Sirocco.
Warszawa, 11.VI.2008

10 lip

Jacek Dehnel: Hotel Rzeszów

Oto temat dla sztuki (niech się Tukidydes
przed nim schowa, wraz z flotą, w skalistej zatoczce) –
płacz kochanków w hotelu. Brudnym, choć nie małym:
dziesięć pięter betonu, kubiki zaduchu,
które stały przez lata nad tą dziurą w ziemi.
Będzie tam centrum czegoś. Nowe i błyszczące. Read More