16 Cze

Małgorzata Karolina Piekarska: Klasyka, czyli „zawilkoniona” na wieki

Z Józefem Wilkoniem jest ten poważny problem, że to jest klasyka. A z klasyką jest tak, że już nikt nie podejmuje się oceny. Klasyka wrasta w nas niczym drzewo w mur. I nie da się jej z nas wyrwać. Ilustracje Wilkonia znam od zawsze. Towarzyszyły mi przecież przez całe dzieciństwo. Największym sentymentem jednak darzę te, które zrobił do „Snów szczęśliwych” Józefa Czechowicza. Byłam już nastolatką, gdy książkę podarowała mi ukochana babcia Kocia. Dla niej – rodem z Zamojszczyzny, mieszkającej pod koniec życia w Lublinie – Czechowicz był ważnym twórcą, bo stamtąd. Read More

16 Cze

Piotr Wojciechowski: Flaga na bloku

Piszę felieton do Kwartalnika Literackiego Wyspa w Dniu Flagi i w Dniu Polonii, także w dniu pracy. W przeddzień Święta Pracy na moim bloku, przy drzwiach wejściowych wywieszono flagę. Dziś ja zawiesiłem swoją, równie białą i równie czerwoną jak tamta, na balkonie trzynastego piętra. Ona nie jest przeciw tamtej fladze z parteru. Stanowi raczej uzupełnienie. W dniu Polonii posłałem moim polonijnym przyjaciołom pozdrowienia i wierszyk napisany jeszcze w kwietniu.  Moi polonijni przyjaciele od Alaski  po Wandeę są co do oceny sytuacji krajowej podzieleni, podobnie jak moi przyjaciele w kraju. Read More

16 Cze

Janusz Drzewucki: Podróż Przez Saksonię, Bawarię, Tyrol i Czechy

Przez Budziszyn do Drezna
Ruszamy z Warszawy wcześnie rano. Miasto dopiero się budzi. Błyskawicznie wydostajemy się ze Śródmieścia, wjeżdżamy na autostradę w stronę Poznania i Berlina. Pogoda dość marna, deszczowo i mglisto, ale nie wiadomo kiedy mijamy Łódź i Poznań, prujemy dalej na Berlin, ale do Berlina nie dojeżdżamy, tuż przed granicą zjeżdżamy z autostrady i odbijamy na południe, na Zieloną Górę, którą – podobnie jak wcześniej Poznań – zostawiamy z prawej. Kiedy przestało padać, nawet nie zauważyliśmy.  W pewnym momencie Re, wpatrując się w horyzont, pyta: a to co takiego? Przed nami horrendalnej wielkości pomnik Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w Świebodzinie. Zaprawdę powiadam wam: horrendum. Read More

16 Cze

Mirosław Bańko: Kłopoty z ojcostwem

Czytam w pewnej książce naukowej: „Ojcami współczesnej poezji dla dzieci są Julian Tuwim i Jan Brzechwa”.  Czytam i myślę sobie: sukces ma wielu ojców (zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić), ale żeby poezja? Do czego to doszło, co za wstyd! I dlaczego się o tym pisze publicznie? Read More

16 Cze

Jan Krzysztof Piasecki: Obywatel Sz.

Rano zadzwoniła Franka.
− Otruli Stara! – płakała do słuchawki.
Stanął mi przed oczami ten piękny, płowy duży pies. Łagodny, przyjacielski.
− Zaszył się pod schodami i tam umierał – powiedziała.
− Jak to się stało?

Star mieszkał w budzie w dużym ogrodzie Franki. Pilnował domu. Niekiedy wymykał się przez dziurę w siatce i truchtem biegł szeroką bitą drogą, prowadzącą przez niewielką wieś. Robił rundę i wracał. Gdy do szkoły szły dzieci, czasem szczekał przy siatce. Raczej z sympatii i nudy, niż ze złości. Jeden z chłopców panicznie się go bał. Read More

16 Cze

Rozczarowani rajem. Z Wojciechem Jagielskim rozmawiał Bartosz Marzec

Pana nowa książka – „Wszystkie wojny Lary” – daje nam unikalną możliwość spojrzenia na uczestników świętej wojny oczyma matki, kobiety żyjącej w dolinie na granicy Gruzji, wyznającej islam, ale wychowanej w kręgu europejskiej kultury i szanującej jej dorobek. Na ile ta wyjątkowa perspektywa zmieniła pańskie postrzeganie dżihadystów?
Nie miałem najmniejszej szansy, by osobiście poznać synów Lary: Szamila i Raszida. Po pierwsze dlatego, że gdy spotkałem Larę, obaj już polegli. Po wtóre, nawet gdyby żyli, musiałbym pojechać do Syrii, a to jest zwyczajnie niemożliwe. Dziennikarze z Zachodu tam nie trafiają, bo Państwo Islamskie traktuje ich jak wrogów. Tak więc tylko Lara mogła mi opowiedzieć o tych dwóch mężczyznach i o ich motywacjach. Read More

16 Cze

Wojciech Kaliszewski: Zapisane w drodze

Najważniejszą metonimią, która pozwala Jerzemu Górzańskiemu błyskawicznie uchwycić we właściwej proporcji to, co łączy człowieka ze światem, jest but. But to coś, co przylega w sposób arcydoskonały do ludzkiej stopy a jednocześnie przystając do samej ziemi, odstaje od niej. To realny i nierealny jednocześnie nośnik ruchu dosłownego i wyobraźniowego w najpełniejszej i najbardziej finezyjnej formie.
To on – powiada poeta – prowadzi nas drogami i bezdrożami, odczytuje bezpośrednio znaki na rzeczywistych i nierzeczywistych mapach, pokonuje wzniesienia i doliny, on wypowiada wojnę granicznym zasiekom. Read More