07 Lip

Mirosław Bańko: Pętla i blackout

Zadanie z informatyki (we wspomnieniach z czasów studenckich): „Filozof albo je, albo śpi, albo myśli. Zaprojektuj procesy życiowe filozofa tak, aby się wykluczały”. Zadanie nie było trudne, wystarczało kilka linijek kodu, których sens był taki, jak konstrukcji „albo…,  albo…” w zdaniu wyżej. Gwarantowały one, że komputer modelujący życie filozofa nie znajdzie się w stanie, w którym – mówiąc potocznie – nie wiedziałby, w co ręce włożyć. Read More

07 Lip

Piotr Wojciechowski: Patrol „japońców” i potrzeba chwili

Czytam, Moi Drodzy Państwo, tom esejów, artykułów i publicystyki socjologa kultury, taternika, narciarza i żeglarza, Andrzeja Tyszki i myślę sobie o rozdarciu, podziale i skłóceniu Polaków, o ukazywanych w mediach symptomach tego dramatu i o ukrytych korzeniach sięgających Bóg wie jak głębokich przeszłych zdarzeń. Bo nie tylko pany i chamy, biali i czerwoni. Bywało – przypadek rządził. Opcja zależeć mogła od tego, czy rzeka
Ob, albo Jenisej, zamarzła wcześniej czy później. Jedni zdążyli do Andersa, drudzy utknęli w lodach, poszli do Berlinga. Read More

07 Lip

Karol Maliszewski: Holokaust i humor

Ze snów i przypomnień

Czytając tę książkę, trzeba wziąć w nawias niektóre z przekonań dotyczących ostatniej wojny. Mówię o sobie samym, wychowanym na opowiadaniach Tadeusza Borowskiego. Czytałem także pamiętniki z warszawskiego getta (np. Korczaka, Czerniakowa), pamiętam określone fragmenty z Kertésza, Leviego i Grynberga. Nigdy przy lekturze nie było mi do śmiechu. A książka, którą właśnie przeczytałem, dość często wyzwala co najmniej uśmieszek. Jakże to? Uśmieszek na ustach przy lekturze opowieści z getta? Właśnie tak. Książki tego typu nie czyta się tylko dla nich samych, lecz również dla większej narracji, już skodyfikowanej, uschematyzowanej opowieści o „czasach pogardy”. Read More

25 Paź

Mirosław Bańko: Malować dźwięki

Samogłoski Artura Rimbauda przypominają o zjawisku barwnego słyszenia, będącym przejawem synestezji. Barwy podstawowych samogłosek (w przekładzie Adama Ważyka) określone zostały następująco: „A czerń, E biel, I czerwień, U zieleń, O błękit”. Nie należy ich brać zbyt dosłownie, poetyckie pomysły Rimbauda mogły mieć inną genezę niż efekty synestetyczne. Według jednej z interpretacji ich źródłem było zauroczenie miłosne, a kolory zostały przypisane nie głoskom, lecz literom: odwrócone A miało przypominać intymne miejsce u zbiegu ud, obrócone E – piersi, I – usta lub wargi sromowe itd. Read More

25 Paź

Karol Maliszewski: Góry Literatury, czyli „zaczerpnięcie powietrza”

Tajemniczy tytuł wyjaśnia się szybko: tak nazwaliśmy drugą edycję naszego noworudzkiego festiwalu literackiego. Ten pierwszy, rok temu, nie miał jeszcze nazwy. W mailowym głosowaniu członków Stowarzyszenia Kulturalnego „Góry Babel” zwyciężyła moja propozycja. Zatem już na zawsze Góry Literatury… Trochę przesadziłem z tą Nową Rudą, wiele ciekawych wydarzeń miało miejsce poza miasteczkiem, na wsi. Głównie w domu Olgi Tokarczuk w Krajanowie, a także w Gminnym Ośrodku Kultury w Ludwikowicach Kłodzkich. Bardzo mi odpowiada ten gminny, prowincjonalny, „dziki” charakter naszej imprezy. I sporej grupie przybyłych gości chyba też. Lipiec sprzyja wyluzowaniu – spuszcza się z tonu, wyhamowuje codzienny pośpiech. I taki właśnie klimat
mają nasze rozmowy, czytania, prezentacje. Istotne, acz wyluzowane. Read More

23 Sie

Mirosław Bańko: Parasol i parapluj

„Noś parasol przy pogodzie” – mówi przysłowie. Ma rację. Nie w tym sensie, że należy „chuchać na zimne” i „przezorny zawsze ubezpieczony”, ale w czysto etymologicznym.
Parasol bowiem – po francusku, z którego to języka wzięliśmy nasze słowo – chroni tylko od słońca. Od deszczu Francuzi mają parapluie, co nasi przodkowie spolszczyli jako parapluj. Purystycznie nastawiony autor hasła w tzw. słowniku wileńskim (1861) notuje: „Parasol chroniący od słońca tłómaczy się na polskie Ciennikiem. Parapluj, parasol, co chroni nas od deszczu, nazywa się niekiedy Oddeszcznikiem; jest to lepsze miano niż Deszczochron”. Read More

23 Sie

Piotr Wojciechowski: Amir i ludzie tragiczni

Amir ma 17 lat i czuje się mężczyzną. Jest wyznawcą Islamu, szyitą. Pochodzi z dużej patriarchalnej rodziny mieszkającej od pokoleń w Isfahanie, starym i pięknym mieście. Perskim – czyli irańskim. Ojciec Amira ma warsztat, reperuje samochody, także rowery, duży zarobek przynosi mu handel rowerami.
Teraz Amir wędruje swoją miniaturową trójkołową ciężarówką przez okolicę słonych jezior na pograniczu Iranu i Iraku. Wiezie do Palestyny dwoje młodych Polaków, rodzeństwo, piętnastoletniego brata i trzynastoletnią siostrę. Read More