30 paź

Andrzej Stasiuk: Taksim (fragment)

Wspominam ciepłe dni. Wspominam dzień, gdy przyjechałem tutaj, by pozostać. Na drzewach nie było jeszcze liści, ale słońce grzało już mocno. Wysiadłem na stacji, której już nie ma, z pociągu, który dawno przestał kursować. Miasto pachniało naftą i drewnem. Jechałem całą noc, dwa razy się przesiadałem i zbliżało się południe. Obok był dworzec autobusowy. Poszedłem w tamtą stronę, żeby zyskać na czasie, żeby jak najdłużej pozostać podróżnym. To musiał być wtorek, bo tłum wyglądał wsiowo. Wracali z targu. Drewniane grabie, wiadra, zapakowane w folię kołdry, ktoś miał nowiutki bat z czerwonym pomponem. Wszedłem między nich i odczytywałem rozkłady jazdy na stanowiskach. Udawałem, że odczytuję. Nie mieli jeszcze tak wielu aut jak dzisiaj, więc czekali na stare autobusy. Miasto wciąż ich onieśmielało. Byli uroczyści i stateczni z tymi swoimi nowymi koszami z wikliny. Ustawiali się w słońcu jak do fotografii. Zapewne już na coś oczekiwali, chociaż nie mieli jeszcze pojęcia, co to będzie. Czuli zmiany przez skórę tak samo jak wszystkie wojny, rozlatujące się ustroje, Ruskich, Szwabów, czarnych, czerwonych, zielonych, kapitalizm i chińską krucjatę ekonomiczną. Mieli to we krwi, tę czujność na wszystko, co przychodzi z zewnątrz. Read More

30 paź

Spotkanie w milczeniu. Z Tadeuszem Dąbrowskim rozmawia Adrian Sinkowski

Zacząłbym od tego, kim — według Pana — jest dzisiaj poeta? I czy poeta to zawód, sposób na życie, a może misja lub powołanie?
Jest tym, kim był zawsze: człowiekiem przekonanym, że poezja to najpiękniejsza forma rozmowy, daleka od orzekania, czym jest prawda, od światopoglądowych sporów, będących domeną filozofii i na całkiem innym poziomie — polityki. Że to rozmowa, w której albo dochodzi do absolutnej zgody między piszącym a czytającym, mówiącym a słuchającym, albo nie dochodzi do niczego. Odbiorca albo zamieszkuje w tekście, bo dobrze się w nim czuje, albo do niego nie wchodzi, bo nie jest w stanie. Wejście jest równoznaczne z chęcią zamieszkania. Dlatego nie można obrażać się na poetów, którzy nie są dla nas. Inna sprawa, że dziś trudniej być poetą niż sto czy dwieście lat temu, ponieważ wyczerpał się romantyczny mit wieszcza, w Polsce szczególnie żywotny. Nie boleję nad tym specjalnie, bo nie uwierzyłbym współczesnemu autorowi, który rości sobie pretensje do bycia prorokiem, wizjonerem, przewodnikiem, ale moją nieufność budzi także model poety — wytwórcy tekstów, których potencjał tkwi wyłącznie w zestawieniach słów, w technicznych chwytach, w intertekstualnych gierkach, w inteligentnej dowcipkowatości. Poezja, jeśli ma przetrwać, musi być faktem metafizycznym, a nie wyłącznie psychologicznym, literackim lub co najgorsze — towarzyskim. A mówiąc o wierszu „metafizyczny”, myślę: „konieczny”, zawdzięczający swoją prawdę temu, że nie mógł być napisany inaczej, konfrontujący nas z tym, co w nas ciemne, albo jasne, w każdym razie niezrozumiałe. Umożliwiający spotkanie w milczeniu. Tym samym odpowiedziałem na drugą część pytania. Pisanie jest koniecznością. Oczywiście, grafomani też odczuwają jakąś konieczność i pojawia się problem, jak te konieczności odróżnić. To zadanie dla czytelnika. Read More

30 paź

Mira Kuś: Zegar na wieży kościelnej

Zegar na wieży kościelnej wybija wpół do dziewiątej
Upał podnosi się i rośnie
Leżę w łóżku nasłuchując
odgłosów życia
Nie ma tutaj much ich brzęczenia
które w domu towarzyszy smutkowi
upalnych godzin leniwego lata
Melancholia brzęczy w nich
jak muchy w pustym słoju
który nie doczekał się swojej porcji malin
aby puściły sok
chłonąc słońce na okiennym parapecie
pod gazową ściereczką
którą nakryto otwory słoików
z zasypanymi cukrem owocami Read More

30 paź

Mira Kuś: Wszystko jest nowe

Wszystko jest nowe Nowe miejsce nowy krajobraz
nowy widok za oknem nowe biurko i łóżko
nowy świat zaskakujący cię za rogiem Żadnych powtórzeń
Aż nieswojo starych słów używać dla nowości potrząsającej
wszechobecną tutaj różą Róża jest różą jest różą
inną spiętą w girlandy baldachy ciężkie u drzwi domostw
pęcznieje w niej słońce i czas Inny Bo czas jest tu inny
chociaż odmierzają go takie same zegary Poczucie straty
odsuwa się za wielką wodę tam gdzie nie słychać szumu morza
i gdzie lipcowy zapach eterycznych olejków dusi się
w małych kotlinach A w parnym powietrzu przed wahającą się
burzą latają nisko jaskółki Boże jaki tam żal Read More

30 paź

Mira Kuś: Północ

A jednak a jednak
jesienno–zimowe i przedwiosenne noce
muszą być tutaj długie prawdziwie północne
skoro u szczytu lata słońce się wznosi niewysoko
ponad horyzontem a księżyc znika z nieba
o pierwszej piętnaście po południu Ludzie tutaj
trzymają się prosto kto wie czy nie jest to zasługa
szyi wciąż wyciąganej ku słonecznemu światłu
które potrafi skąpić świecąc stale z ukosa Read More

30 paź

Mira Kuś: Stare Visby

Miasteczko ruin róż i zapachów
W lipcu króluje tutaj słodki aromat kwitnących lip a także
unoszących się znad ogrodu botanicznego eterycznych
różanych olejków które gęstnieją w wąskich zaułkach
gdzie tłoczno od wysokich różanych krzewów
które spięte w kwietne girlandy pną się po ścianach domostw
ciężkie od kwiatów Read More

30 paź

Mira Kuś: Gotlandia

Bałam się tej wyspy Była dla mnie jak granatowy kleks
na północnym niebie Jak chłostany wiatrem
skalisty zrąb który opiera się morzu
i który rzadko jest nawiedzany
przez słoneczną ciszę
Oglądane na fotografiach kamienie runiczne
zapisane tajemniczymi znakami
rozsypane po wyspie jakby za sprawą mrocznego olbrzyma
powodowały dreszcz na plecach a wyobraźnia
podsuwała obrazy czy to Gotów w średniowiecznym stroju
skradających się wśród drzew w polowaniu na wroga lub zwierza
a uzbrojonych w kusze i zręczność czy to polany
w głębi boru gdzie w bladej poświacie księżyca kapłanki
nieprzychylnych bóstw w białych sukniach i rucianych wiankach
trzymając się za ręce tworzyły sabatowy krąg
który obracał się złowieszczo z monotonnym pomrukiem
ciemnych zaklęć Read More