16 Cze

Studiowałem Cervantesa. Z Wojciechem Charchalisem, autorem nowego przekładu Don Kichota, rozmawia Piotr Dobrołęcki

Piotr Dobrołęcki: Jaka była twoja życiowa droga do przekładów, jakie było twoje przygotowanie i od czego zacząłeś?
Wojciech Charchalis: Zajmuję się tłumaczeniem literackim od ponad 25 lat. Rozpocząłem studia na filologii angielskiej w Poznaniu w 1989 roku i już pod koniec pierwszego roku albo na początku drugiego dostałem pierwsze zlecenia. Wtedy tłumaczyli wszyscy moi koledzy z roku. Takie czasy, rynek został zalany tanią literaturą amerykańską, której u nas wcześniej nie było, więc ktoś to musiał tłumaczyć, a tłumaczy było tyle, co kot napłakał. Lepiej dziś tych tekstów już nie oglądać, w każdym razie ja ich unikam, ale przynajmniej część z nas, ówczesnych młodych adeptów tłumaczenia, nauczyło się to robić. Później, w 1995 roku, przetłumaczyłem pierwszą książkę z hiszpańskiego. Była to Zima w Lizbonie Antonio Muñoza Moliny – pierwsza moja i pierwsza hiszpańska powieść tłumaczona i wydana po 1989 roku. Read More

16 Sty

Cień autora. Rozmowa z Leszkiem Kwiatkowskim, tłumaczem „Judasza” i innych powieści Amosa Oza

Czy Amos Oz dostanie Literacką Nagrodę Nobla? Tyle razy był już wymieniany wśród ewentualnych kandydatur…
Amos Oz twierdzi, że nie dostanie Nobla. Trudno zresztą określić, czym w istocie kieruje się Akademia Szwedzka. Wybory nie zawsze są oczywiste. Nie wynikają chyba z samej natury twórczości, nierzadko na werdykt rzutują względy polityczne. On sam powiedział, że nie będzie unieszczęśliwiony, gdy nie dostanie tej nagrody. Spotyka się z uznaniem rzesz czytelników, także różnych innych gremiów opiniujących, jest laureatem Nagrody Goethego, Księcia Asturii czy wysoko notowanej w Izraelu prestiżowej Nagrody Bialika. Zresztą jako pisarz, który nie dostałby Nagrody Nobla, też w dobrym towarzystwie się znajdzie.

Oczywiście, po tej stronie też jest wiele znakomitości. Masz z Amosem Ozem bezpośrednie relacje?
Gdy byłem w Izraelu, jeszcze przed jego przeprowadzką do Tel Awiwu, udało mi się odwiedzić go w owianym legendą domu na pustyni. Jak na kibucnika przystało… Read More

15 Lip

Ogrodnicy z krwią na rękach. Z Martinem Pollackiem rozmawia Bartosz Marzec

Krajobrazy, o których mówisz w najnowszej książce, są często idylliczne. To sielska łąka, malownicze skały, las porastający łagodne wzniesienie. A jednak wszystkie skrywają straszliwą tajemnicę – były świadkami egzekucji i stały się miejscem ukrycia ciał ofiar. Czy fakt, że po dziesięcioleciach takie krajobrazy wciąż istnieją, dowodzi, że mordercy zatriumfowali?
W pewnym sensie tak. Przecież sprawcom zależało na tym, by ich ofiary na zawsze pozostały anonimowe! Chodziło nie tylko o fizyczną eliminację ludzi, o ich zagładę, ale również o wymazanie ich ze zbiorowej pamięci. Miało być tak, jak gdyby nigdy nie istnieli. Wkrótce po zakończeniu II wojny światowej stało się tak w Słowenii. Szacuje się, że do dziś na odkrycie czeka tam ponad 600 masowych grobów, w których spoczywają zamordowani przez komunistycznych partyzantów Josefa Broz Tity. Ofiarami zbiorowych egzekucji byli członkowie nacjonalistycznej formacji zbrojnej Słoweńska Domobrana i żołnierze sprzymierzonego z Hitlerem Niepodległego Państwa Chorwackiego. Na jedno z takich miejsc natrafiono w lipcu 2008 roku w nieczynnej od dawna sztolni, która stanowi część znajdującej się w pobliżu Lašku kopalni Huda Jama, co znaczy tyle co Zła Kopalnia. W środku – za zaporami z cegieł i żelbetu – znajdowały się zwłoki 427 mężczyzn w wieku od 16 do 60 lat. Ciała były zmumifikowane – z dobrze zachowanymi włosami i paznokciami. Łatwo dało się stwierdzić przyczynę śmierci – większość została zastrzelona, innych zatłuczono łopatami. Wiele wskazuje, że niektórych pogrzebano żywcem – przy ostatniej zaporze znaleziono szkielet mężczyzny z łomem. Read More

15 Lip

Nie można poznać przyszłości. Z Antonim Liberą rozmawia Adrian Sinkowski

Przełożył pan na nowo Trylogię Tebańską Sofoklesa. Zamierza pan zrobić kanon tego tragika?
Nie wykluczam, tym bardziej że Elektrę – dla potrzeb Teatru Dramatycznego – już kiedyś przełożyłem. Musiałbym więc tylko przejrzeć ten przekład i dostosować go do idiomu stylistyczno-retorycznego, jaki wypracowałem w Trylogii Tebańskiej, oraz dotłumaczyć Ajasa. Powstałby w ten sposób drugi tom dorobku Sofoklesa, to znaczy: Trylogia Trojańska. Siódma jego tragedia, jaka dotrwała do naszych czasów, Trachinki, nie jest tak ciekawa jak pozostałe, a w każdym razie niegrywana w teatrze. Niemniej podjęcie tej pracy to spory wysiłek i na razie odkładam to na później.
Read More

20 Gru

Prawdziwy poeta nie znosi poezji. Z Charlesem Simiciem, laureatem Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta, rozmawiają Piotr Dobrołęcki i Janusz Drzewucki

Na początek może nieco bezczelne pytanie. Jak się wymawia pana nazwisko?
Po serbsku mówi się Simić, ale w Ameryce czytają Simic, co brzmi fonetycznie Simik. Dlatego po przyjeździe do Ameryki zmieniliśmy je na Simic. I tak już od wielu lat mówią o mnie Simic, co brzmi właśnie Simik. Zaczęło się już w szkole.

W literaturze światowej jest pan znany jako Simic…
Tak jest. Ale moje prawdziwe nazwisko to oczywiście Simić, bardzo popularne nie tylko w Serbii, ale też w Chorwacji, gdzie jest wielu Simiciów. Miałem studentkę z Kalifornii o serbsko brzmiącym nazwisku, którą spytałem, czy jest Serbką, co ona potwierdziła. Sama urodziła się w Stanach, dokąd przyjechali już jej rodzice. Przypomniała sobie o jakimś Simiciu i w końcu powiedziała, że pochodził z Simiciów z Milwaukee, czyli z miasta na północy Stanów. Znała ich, ale nie miała o nich najlepszej opinii. Jeden z nich coś złego zrobił jej ojcu. To taka typowa sytuacja, gdy ktoś szuka powiązania z inną osobą i przychodzi mu do głowy ktoś jemu znany. Read More

20 Lip

Z pięciu minut wielki zamęt. Z wizytą u Krzysztofa Niewrzędy. Rozmawia Dorota Hoffmann

Nie spotkam się z Krzysztofem Niewrzędą gdzieś na mieście, jak to jest w zwyczaju w Berlinie. Nie widzimy się w kafejce, klubie ani też knajpie na rogu – odwiedzam autora w jego domu w dzielnicy Pankow, gdyż po operacji nogi lekarze polecili mu kilkutygodniowy bezruch.
Ze stacji Schönhauser Allee mam zaledwie dwa przystanki metrem. Kiedy „dwójka” nadjeżdża, wsiadam do najbliższego wagonu. Według rozkładu jazdy podróż powinna trwać pięć minut – pamięć podsuwa mi te historyczne pięć minut Niewrzędy, które przyniósł mu rok 2000 wraz z programem Polen 2000. W zbiorze esejów Czas przeprowadzki wspominał ten czas: Read More

20 Lip

Gdybym miał młotek. Z Mirosławem Tomaszewskim, autorem powieści Marynarka, rozmawia Krystyna Chwin

Zanim zostałeś pisarzem, jako inżynier byłeś autorem kilku patentów z zakresu budowy maszyn. Dzisiaj rozmawiamy o twojej nowej powieści Marynarka. Na okładce książki jest ciemna postać w tle, kogo przedstawia ta fotografia?
Nie wiem, to propozycja grafika. Poprzednia wersja wyglądała nieco inaczej. Dlatego chciałbym na początku naszej rozmowy zapowiedzieć przywrócenie pierwotnej wersji okładki, łącząc jednocześnie literaturę z moim poprzednim zawodem [wyjmuje z teczki młotek].

To nie jest młotek przez ciebie opatentowany?
Młotek nigdy nie został opatentowany, podobnie jak wybijak rymarski i podkładka, którą przyniosłem. Użyjemy tych narzędzi w finale dramatu, jakim jest także każda rozmowa.

Mam nadzieję, że nie potraktujesz naszej rozmowy jako dialogu kolejnego odcinka któregoś z seriali… Do jakich pisałeś?
Chciałem podstępnie uniknąć tego pytania (śmiech), bo to nie jest główny nurt mojej działalności. Zwykle, gdy pytano mnie o to, gdzie pracuję, mówiłem „w usługach dla ludności”, bo taką funkcję spełniają seriale. Byłem jednym z kilku scenarzystów, rozpisujących odcinki przygotowane przez głównego scenarzystę. Najdłużej pracowałem w Pierwszej miłości, około czterech lat. Napisałem tam około 160 odcinków. Dla Galerii 9 odcinków. Był jeszcze epizod w gatunku zwanym doc-soup, ale zrezygnowałem z tej pracy po pierwszym odcinku. To haniebny format, nad którego rozpanoszeniem się w telewizjach ubolewam. Grają w nim amatorzy. Piszący dla seriali powinni uważać. To zajęcie może na zawsze zarazić estetyką sformatowaną na masowego widza. Gdy zaczynałem tam pisać, byłem już „zaszczepiony”. Miałem na koncie dwie powieści i kilka sztuk. Sporo się jednak w pracy serialowej nauczyłem. Współpraca ze scenarzystami, a szczególnie z Dominikiem Gąsiorowskim, była pouczająca. Nieocenionym doświadczeniem była także możliwość usłyszenia z telewizora swojego dialogu w wykonaniu aktorów i sprawdzenia czy suspens się udał. Read More