20 Paź

Daniel Odija: POŻEGNANIE ZYGMUNTA

Tylko w spokoju można dotknąć skóry życia, pewnie tak by powiedział Zygmunt, gdyby jeszcze żył. Ten jego poetycki słownik nie przystawał do pokarbowanej skóry na twarzy, którą teraz ściągnął pośmiertny zakalec. Jeszcze dwa dni temu na twarzy grały te wszystkie dni na polach i w lasach odczuwanych i wchłanianych przez każdą zmarszczkę, ale zbyt duża dawka samogonu wypita przy świniobiciu, odbezpieczyła tykającą gdzieś w ukryciu bombę, która eksplodowała  i  napędziła krew do mózgu, zalewając świat oczu, ucha i języka apokalipsą ostatniej minuty. Oczy przestały widzieć, uszy słyszeć, język odczuwać smak. Głos ugrzązł w krtani i już wiadomo było, że nie wypowie swojego imienia. Read More

20 Paź

Jerzy Górzański: Gdy się złoszczę na świat

Słowo wstępne na zakończenie spotkania w maju 2010 roku
z okazji 50-lecia twórczości

Zacznę mój wstęp na zakończenie od powiedzenia Phila Bosmansa:
– Zasługuje na wejście do raju ten, kto rozwesela swoich towarzyszy.
No to co, towarzysze? Rozweselamy?
(okrzyki i oklaski)
Ale i trochę zasmucamy.
Melancholio, piąta poro roku…
To autocytat.
Z wiersza. Read More

20 Paź

Jerzy Górzański: Nawijanie makaronu na uszy

W skrzynce na listy znalazłem kartonik ozdobiony rysunkiem kwiatka i napisem: „Całuski od inżynierki”. Nic więcej.
Moja żona nie zdziwiła się, chociaż ten kartonowy artefakt pobudził ją do refleksji:
– Dziś niektórzy nie są przygotowani na swoją głupotę.
Jeżeli chodzi o mnie, często przywołuję powiedzenie Victora Hugo (specjalisty od „Nędzników”): „Głupcem wolno być każdemu, pod warunkiem: żeby nie dawał złego przykładu.”
Jest bardziej demokratyczne i zawsze na czasie.
Tajemnicza „inżynierka”, jeżeli chodzi o feministyczną poprawność językową, jest bez zarzutu. Tak jak, powiedzmy, socjolożka, filozofka, ministra czy wojskowa kapitanka. Wraz ze zmianami obyczajowymi zmienia się również język. Czasami przybiera kształt fantazji lingwistycznej. Read More

20 Paź

Jacek Świerk: Szkice do autoportretu hipokryty

Święty rozbiera się w garderobie:
perlista sztuczna szczęka wpadła do niedomytej szklanki
niebieskie soczewki już odpoczywają w pudełku
z aparatu słuchowego wyjmuje zasilanie
aureola kołyszę się na gwoździu
jak zardzewiałe koło od roweru
święty zdziera teatralną szpachelką wesołe policzki
spod rękawiczek wyłaniają się paznokcie obgryzione do krwi
pod elegancką koszulą spoczywa zdechły podkoszulek
ascetyczny gorset tamował swobodny oddech
spodnie ukrywają przechowalnię ścieków. Read More

20 Paź

Katarzyna Dębska: Tu, u nas, na Dalekiej północy Wielkiego Miasta… (fragment)

Tu, u nas, na Dalekiej Północy Wielkiego Miasta zimy są chłodniejsze niż na Południu. Na początku grudnia z nieba spadają tony białego puchu, przykrywają ulice i domy grubą pierzyną. I dalej nie dzieje się nic. Nikt nie odśnieża chodników, nie zrzuca śniegu na podwórko sąsiada. Bo i po co. Więc całymi tygodniami leżą te bryły brudnego śniegu na ulicach, chodnikach, ścieżkach, dachach, ławkach, podwórkach. Dorośli nie skarżą się na twardniejące na mrozie zaspy przeszkadzające w chodzeniu, dzieci nie pragną lepić bałwanów. Czasem tylko wychodzą na dwór w swych za małych kurteczkach i dziurawych rękawiczkach, siadają na oblodzonych ławkach i przyglądają się głodującym wróblom. Read More

20 Paź

Wojciech Kaliszewski: Wiersze, które są

Ogród wierszy czarnogórskich. Tak egzotyczny i tak – wydawałoby się – nierzeczywisty, bo wcześniej nieobecny, jakby niemy. I oto otwiera się, jest, zaskakuje swoją różnorodnością, tonacjami, perspektywą obrazów, zmiennością nastrojów. Jest miejscem, przez które biegną granice światła i cienia. Jest polem bitwy i odpoczynku. Jest miejscem człowieka na ziemi. Read More